Tunezja w dwa dni!

Kierunek bardzo popularny wśród Polaków i zdecydowanie wart odwiedzenia. Szczególnie, jeżeli planujemy prócz wypoczywania w hotelu zobaczyć dużo, w krótkim czasie. Wycieczka fakultatywna„Sahara”daje nam możliwość zobaczenia kontrastów kraju w ciągu zaledwie dwóch dni. Od morza, przez gaje oliwne, po wyżyny, góry i pustynię. Krótko mówiąc – Afryka w pigułce.
Tunezja – Hammamet
Żar Afryki
Afryka?  Pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu to straszny ukrop. Pogoda w Tunezji w lipcu nie płata figli. Po prostu jest przeraźliwie gorąco przez cały dzień…i noc! 40 stopni i wysoką wilgotność czuć w powietrzu od pierwszego wdechu. Dlatego klimatyzacja to zbawienie i warto pomyśleć o wyjazdach poza sezonem. Na dodatek biura podróży oferują wtedy tanie wczasy w Tunezji.
Hotel w Hammamecie – getcie turystów – dla leniwych, lubiących wygrzewanie się na plaży, picie kawy w kawiarenkach i życie nocne – polecam. Żądnym wrażeń sugeruję dwudniową wycieczkę fakultatywną. Niech nie są Wam straszne czterocyfrowe pod względem przebytych kilometrów trasy i dodatkowe koszty. Warto!
Znad morza, przez góry na pustynię
Podczas wycieczki znad pięknego, turkusowego morza i piaszczystej plaży ruszamy w kierunku południa, wprost przez rosnące od setek lat oliwne gaje. Mijamy kurort Susse i trafiamy do El Jem, a w nim koloseum, wprawdzie w rozsypce, ale jednak, trzeciego co do wielkości na świecie po Rzymie i Weronie. Przystajemy na zakupy, po raz pierwszy przepłacamy za wodę mineralną i jedziemy dalej. Poprzez bezdroża tunezyjskie mkniemy autokarem w kierunku wyżyny Matamatasłuchając anegdot miejscowego przewodnika starającego się bardzo poprawnie mówić w naszym ojczystym języku.
Trzecie co do wielkości na świecie koloseum w El Jem
Jaskinia mój dom
Nagle wokół nas zaczynają pojawiać się wzgórza, a w nich niewielkie drzwiczki. To tu mieszkali (i o dziwo mieszkają do dziś!) Berberowie. W jaskiniach wykutych w skałach. Niektórzy pozwalają turystom na zwiedzanie – Ci u których gościłam mieli kablówkę w jednym „pokoju”, w drugim zaś mieszkała owca. Jedno za to jest super – w takich domach jest chłodno. To zbawienne przy lejącym się z nieba ukropie.
Owieczka berberyjska obok wejścia do swojego „mieszkania” wykutego w skale
Wyżyna Matamata i jej księżycowy krajobraz ma swój punkt widokowy, który jest kolejnym na naszej liście do zwiedzenia. Istny Hollywood. A dalej już tylko cieplej, i cieplej. Tymczasem przewodnik zaprasza nas na gorąca herbatę miętową z migdałami do niewielkiej kawiarenki. To nie żart! Przy takim skwarze, to nie woda, a właśnie ciepła herbata najlepiej gasi pragnienie.
Tunezyjskie Hollywood na Wyżynie Matamata
Wielbłądy i ich piękne oczy
Dalej – obiad – w berberyjskiej, jaskiniowej restauracji i przejazd do Douzna pustynię. W moim przypadku miałam nieodparte wrażenie, że na pustynię, do wielbłądów wchodzi się przez sklep. Kup zdjęcie, ubierz chustę, woda tu, róża pustyni tam i nagle bum. Stoisz przed kupą piachu ciągnąca się po horyzont. A to dopiero przedsmak prawdziwej pustyni, taki, gdzie łatwo spaceruje się wielbłądom, i dociera turystom. A wielbłądy? Wielbłądy puszczają baki i nie słuchają Beduinów. Ale mają piękne oczy i można uznać je za całkiem wygodne – warto spróbować!
Znudzony wielbłąd
Karawana wielbłądów na Saharze w Douz
Wstajemy przed wschodem
Po pełnym wrażeń dniu wszystkim należy się odpoczynek – dlatego trafiamy do hotelu gdzie baseny mają wodospady i są czynne całą dobę. Warto odpocząć, gdyż kolejny dzień zaczynamy nim wstanie słońce. Chcemy bowiem zdążyć zobaczyć jego wschód nad słonym jeziorem Chott El Jerid! Tyle soli w jednym miejscu – robi wrażenie. Jak na jezioro, wrażenie robi również… niemal zupełny brak wody i droga wybudowana przez środek!
Słone jezioro Chott El Jerid – gdzie jest woda?
Dalej czas na góry. Więc jedziemy prosto do górskiej oazy Chebika, gdzie witają nas polskie napisy i przewodnik „poliglota”. Od wejścia krzyczy: „Polska gola, Kleopatra do przodu, szybciej Shakira, kozice skaczą” – jakoś trzeba oprowadzić wycieczkę po krętych ścieżkach górskich. Na szczęście można odpocząć przy źródełku w głębi oazy. Uff.
Off-road Paryż-Dakar
Nasza offroadowa pustynna karawana
Później zaczyna się offroad. W jeepach, pokonujemy serpentyny, docieramy do kanionu, którego widok zapiera dech w piersiach, a dalej, jest już tylko coraz bardziej ekstremalnie. Początkowo, kiedy kierowcy jadą jeden za drugim, niewiele ponad 100 km/h wszystko wydaje się nudne, ale kiedy docieramy na pustynię, gdzie nie ma żadnej drogi, zaczyna się zabawa z prędkością. Ale to wszystko nic, a wręcz dopiero początek. Dopiero tu zaczyna się trasa rajdu Paryż – Dakar czyli jazda absolutnie ekstremalna. Niemal pionowo. W górę i w dół. Po wydmach, po górach. Momentami pikowaliśmy prosto w ziemię, momentami przez przednią szybę widać było tylko niebo! Nawet najtwardsi zawodnicy piszczeli z wrażenia. Wtedy naprawdę pokochaliśmy naszego kierowcę i uwierzyliśmy w jego umiejętności.
Piaszczyste bezkresy Sahary
I tak właśnie znaleźliśmy się na prawdziwej pustyni. Co ciekawsze – w Ong Jemel – miasteczku Gwiezdnych Wojen. Piasek parzył, ale wbrew pozorom nie było tak gorąco – wiatr pomagał przetrwać. I kawa – upragniona Nesca, wprost z domu Anakina.
Z górki!
Od tego czasu było już z górki, i całe szczęście, gdyż zmęczenia zaczynało brać górę nad ekscytacją. Kiedy już zdążyliśmy chwilę przekimać w chłodnym autokarze, nakarmiono nas w porządnej restauracji, a następnie dotarliśmy do Kairouanu, gdzie wpadliśmy w szał tanich zakupów.
Kairouan – miasto dywanów i tanich marketów :)
Po tych wszystkich wrażeniach warto wrócić do hotelu ze świadomością, że następnego dnia można będzie odpoczywać na plaży albo w basenie. Wszystkim pragnącym spędzić niedrogo wczasy zdecydowanie polecam taką wycieczkę do Tunezji!

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *